Bez kategorii

Już za kilka dni Grupa Pod Budą zagra na Torwarze

Grupa Pod Budą w początkach działalności

Już za kilka dni, 20 marca 2018 roku, na warszawskim Torwarze zagości Grupa Pod  Budą. Na naszej stronie już zapowiadaliśmy ten koncert (zob. http://heroldtargowka.pl/jubileusz-40-lecia-grupy-pod-buda-na-torwarze/).

Koncert będzie połączeniem dwóch projektów. W tym czasie zobaczymy obchodzący 40-lecie istnienia Zespół POD BUDĄ, który wystąpi w składzie: Andrzej Sikorowski (śpiew, gitara, mandolina,  prowadzenie koncertu), Anna Treter (śpiew, instrumenty klawiszowe), Marek Tomczyk (gitary), Andrzej Żurek (gitara basowa), oraz Zespół Andrzeja i Mai Sikorowskich, którego repertuar zaprezentują: Andrzej Sikorowski (gitara, śpiew, prowadzenie koncertu), Maja Sikorowska (śpiew), Gertruda Szymańska (perkusja), Jacek Królik (gitary) i Tomasz Kupiec (kontrabas).

Andrzej Sikorowski - fot. materiał prasowy
Andrzej Sikorowski – fot. materiał prasowy

Jak widać, w obydwu zespołach wystąpi Andrzej Sikorowski, który już od 1970 roku pojawia się na scenie muzycznej. Dlatego zacytujemy fragmenty wywiadu, jaki – w imieniu Organizatora – występującego między innymi pod adresem http://twojekoncerty.pl/project/pod-buda-torwar-20-03-2018/ – przeprowadził Mateusz Mróz.

Mateusz Mróz: – Pamięta Pan pierwszy koncert z Pod Budą?

Andrzej Sikorowski: – Nie wiem, czy on się nie odbył na Famie. Już właśnie w takim składzie, że bez pomocy artystów kabaretowych, tylko recital piosenki bardzo nieporadnie klecony, bo na początku nie mieliśmy nawet materiału żeby wypełnić półtoragodzinny program. Zanim okrzepliśmy, była to taka trochę zbieranina, ale już wtedy reagowano na nas bardzo dobrze, chociażby ze względu na dość nietypowe instrumentarium. Były gitary akustyczne, ja grałem na mandolinie, kolega grał na skrzypcach, dwie dziewczyny śpiewały, sporo wokalami, chórkami się podpieraliśmy. Jak na owe czasy było to dosyć nietuzinkowe, więc dobrze przyjmowane jednocześnie.

MM: – Czy ta nietuzinkowość pozwoliła, aby zespół przetrwał 40 lat? Jest to wyróżnienie samo w sobie, 40 lat w jednym składzie.

AS: – Myślę, że ta długa popularność jest spowodowana chyba nie przez unikalność stylistyczną, ale naszą konsekwencją. Przez te czterdzieści parę lat, o których wspomniano, nie zmienialiśmy oblicza, zawsze robiliśmy to, co uważaliśmy, że nam odpowiada. Zawsze uważaliśmy, że najistotniejszy jest przekaz, czyli to, co jest zawarte w piosence. Nigdy nie stroiliśmy się w piórka, to nie był zespół, który szedł za modą. Jest rap, to zarapujemy, jest garażowe granie, to spróbujemy tak, albo jest hip-hop, to pójdziemy w tym kierunku. Ludzie cenią sobie tego rodzaju prawdę. Publiczność bardzo szybko wyczuwa, kiedy ktoś kombinuje, kiedy artysta chce się przypodobać. A taką konsekwencję stylistyczną ludzie sobie cenią i wiedzieli zawsze po prostu czego się po nas spodziewać, że jest to kapela, która stawia, by było i do rymu i do sensu i żeby to było melodyjne i żeby się dało powtórzyć. Stąd myślę wyrobiliśmy sobie pewną grupę publiczności. To nie jest masowa popularność. To nie jest tak, że Pod Budą przyjedzie do jakiejś miejscowości i 15 tysięcy ludzi przyjdzie do hali sportowej. Mamy jednak tę gwarancję, że do dużej miejscowości przyjdzie na nas 300-400 osób i te 300-400 osób czeka na kolejną płytę i ją kupi i nas szuka w Internecie, patrzy, czy coś nowego robimy. Wiem to po sobie, bo przecież koncertuję wprawdzie z Pod Budą, ale od wielu uprawiam już jakby działkę osobną, śpiewając ze swoją córką i nagraliśmy już 4 osobne płyty z Mają i te płyty się rozchodzą. Ludzie więc wiedzą, że ten facet z Pod Budą robi coś tam innego, ale spodziewają się, że to jest podobne w jakimś sensie, że się nie sprzedałem, że moja Maja śpiewa podobne piosenki, jak śpiewała wokalistka Pod Budą, bo ich autorem jest ten sam facet.

MM: – Wspominał Pan w wywiadach, chociaż chyba częściej przypisywano to Panu, że jest Pan ambasadorem Krakowa, bardem Krakowa. Czy Kraków ma w sobie nadal ducha muzycznego, artystycznego, bo to, że kiedyś miał jest oczywiście bez wątpienia?

AS: – Na pewno nie umarła tradycja jakaś i ludzie, którzy się zasłużyli dla tego oblicza kultury krakowskiej pozostają w pamięci. Zdaję sobie sprawę, że tak jak kiedyś powiedziała ładnie Agnieszka Osiecka „historia wszystko zdmuchnie” i wiatr historii kiedyś zdmuchnie również te nazwiska, bo jak siedzę w Vis a Vis w Rynku przy odlanym z brązu pomniku Piotra Skrzyneckiego, to widzę jak wiele ludzi podchodzi i nie wie kto to jest i czytają tabliczkę na murze za jego plecami, na której jest wyjaśnione: Piotr Skrzynecki. Twórca Kabaretu Piwnica pod Baranami”. Wielu ludzi nie mówi to nic, z trudem odczytują jego nazwisko i wiem, że za ileś lat on też będzie również postacią anonimową, ale mimo wszystko gdzieś jeszcze ta tradycja trwa i wiadomo, że z Krakowem był związany Stańko, Janusz Muniak, cała plejada muzyków krakowskich, że silny epizod krakowski miał Andrzej Wajda, który reżyserował w Teatrze Starym i że z tego miasta jest Piwnica pod Baranami i Ewa Dymarczyk, Marek Grechuta, który wprawdzie nie był z Krakowa, bo z Zamościa, ale całe swoje życie związał z Krakowem, więc niewątpliwie pewna atmosfera miasta tutaj działa. Poza tym trzeba pamiętać, że jest to ogromny ośrodek akademicki, no więc inteligencki. Jest to miasto, które nie ucierpiało w trakcie wojny, cała substancja miejsca nie została zniszczona. Przetrwała krakowska inteligencja. Są to rzeczy istotne. Natomiast ja zawsze stawiałem tezę, że fakt urodzenia w Krakowie nie daje nikomu patentu na bycie artystą, tak nie jest. To, że mam napisane miejsce urodzenia: Kraków, nie znaczy, że mam głowę chmurach i mówię do wiersza. Gdybym się urodził w Białymstoku, pewnie też pisałbym piosenki, tyle tylko, że może byłyby o Białymstoku. Natomiast, że jestem z Krakowa, piszę o Krakowie. Natomiast nie wiem, z jakiego powody mnie tak postrzegają, bo nigdy tego Krakowa nie gloryfikowałem. Mówiłem tylko, że przyjemnie mi się w tym mieście mieszka, że dobrze się tu czuję, że znam tu mnóstwo, napisałem kilka piosenek o Krakowie. Nie wiem jednak, dlaczego się tak zrobiło, że mnie odbierają. Sam się nad tym zastanawiałem, Kiedyś na jakiejś dużej składance estradowej gdzieś w Polsce, konferansjer powiedział: A teraz wystąpi Andrzej Sikorowski z Krakowa, to ja go się za kulisami spytałem: dlaczego Pan nie mówi: A teraz wystąpi Maryla Rodowicz z Warszawy. On mówi: nie wiem. No ja też nie wiem, no nie wiem. Po prostu tak jakoś mnie identyfikują.

Fragment powyższego wywiadu można zobaczyć na stronie: https://drive.google.com/file/d/17FX4PCm9MjGmO–9Ndi_f2dZxD1aX8N5/view

Mam wrażenie, że Pan Andrzej jest skromnym człowiekiem. Wspomniał bowiem o 300-400 widzach w dużej miejscowości. A ja zauważyłem na wspomnianej stronie Organizatora, że wszystkie miejsca blisko sceny zostały wyprzedane. Zostało jeszcze trochę miejsc w dalszych sektorach. Zatem będzie nas znacznie więcej! Kto jeszcze nie dokonał wyboru, może to zrobić za pośrednictwem salonów, sklepów i stron, które są widoczne na załączonym plakacie

Plakat zapowiadający koncert
Plakat zapowiadający koncert

Jeśli ktoś jeszcze nie jest przekonany, to może zechce zajrzeć na stronę wydarzenia: https://www.facebook.com/events/1437292759687181/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.