Polityka

Marek Borowski: Znaczy Senator

Dobiega końca moja pierwsza kadencja w Senacie. Cztery lata minęły jak z bicza strzelił. Pracę dzieliłem między Senat i okręg wyborczy, pięć dzielnic prawobrzeżnej Warszawy: obie Pragi, Targówek, Rembertów i Wesołą. Tak rozumiem, w przeciwieństwie do niektórych kolegów, rolę senatora. Jeden z nich w odpowiedzi na uwagę wyborców, że jest w swoim okręgu właściwie nieznany – nie bywa, nie interesuje się tym, co się tam dzieje, więc zapewne nie zamierza ponownie kandydować – odpowiedział (na swojej stronie internetowej), że jest nie od tego, by interesować się wydarzeniami lokalnymi. Powołał się przy tym na art. 104 Konstytucji, który mówi, iż posłowie (senatorowie) są przedstawicielami Narodu. „…bo sprawami lokalnymi (dotyczącymi dzielnic) zajmują się radni samorządu lokalnego” – pisze i…kandyduje na kolejną kadencję. Nie dziwię się jego wyborcom, że czują niedosyt. Senatorowie są wybierani w 1-mandatowych okręgach wyborczych – z każdego ze 100 okręgów do Senatu wszedł kandydat, który uzyskał największą liczbę głosów. To do czegoś zobowiązuje. Wyborcy wiedzą, kto jest „ich senatorem” i mają prawo oczekiwać, że będzie pracował także na ich rzecz, a nie tylko reprezentował Naród.

To, że zaangażowałem się w działalność lokalną, wynikało także z ciężaru problemów, z jakimi boryka się prawobrzeżna Warszawa. Przez długie lata była ona traktowana przez władze miasta po macoszemu. Efekty zaniedbań widać gołym okiem, a stykając się na co dzień z mieszkańcami, nie mogłem pozostać obojętny. Wyborcy by mi tego nie darowali.

Na ile to moje zaangażowanie było przydatne i skuteczne? – niedługo ocenią. Nie jestem radnym, więc nie biorę udziału w podejmowaniu decyzji. Mogę jednak – i robiłem to przez cztery minione lata – domagać się od Ratusza i władz dzielnicowych wyjaśnień, interpelować, uczulać, apelować, sugerować rozwiązania, walczyć z biurokratycznymi procedurami, z opieszałością i brakiem empatii. Niestety, jest tak, że ludzie nie mają się do kogo zwrócić, a na listy czy skargi do różnych urzędów nie zawsze otrzymują konkretne odpowiedzi. „Ich senator” ma większe możliwości. Na moją interwencję jest odpowiedź, a próby „wykręcenia się sianem” skazane byłyby na niepowodzenie, bo ja nie odpuszczam.

Starałem się być głosem mieszkańców, ale na sercu leżała mi zawsze poprawa sytuacji dzieci i młodzieży. Nie może być tak, że szkoły znajdujące się po prawej stronie Wisły od lat wypadają w rankingach nauczania znacznie gorzej niż szkoły z lewego brzegu. Czy na Wiśle jest jakaś feralna granica? Przecież tutejsze dzieci nie są mniej zdolne! Zorganizowałem dla nich turniej scrabble i turniej szachowy, więc wiem, co potrafią. Ratusz musi opracować dla prawobrzeżnej Warszawy długofalowy plan wyrównywania poziomu edukacji, wyłożyć więcej pieniędzy na zajęcia pozalekcyjne w szkołach i na dotacje dla organizacji pozarządowych zajmujących się dziećmi. Dobijałem się o to nieustannie i jeśli zostanę ponownie wybrany senatorem, będę to robił nadal. Nadzieje wiążę m.in. z programem rewitalizacji Pragi i Targówka. Uczestniczyłem w spotkaniach konsultacyjnych, domagając się jak najszybszego skonkretyzowania wielkości nakładów finansowych oraz uwzględnienia kwestii edukacji. Dopilnuję, aby pieniądze te, niemałe – 1,5 mld zł, były wydawane efektywnie, a postępy prac monitorowane.

Jestem senatorem bezpartyjnym, niezależnym, ale rzecz jasna mam swoje poglądy i przekonania. Opowiadam się za światopoglądową tolerancją, pomocą słabszym i niedyskryminowaniem nikogo z jakiegokolwiek powodu. Jako ekonomista szukam w każdej sprawie racjonalnych rozwiązań. Nie znoszę demagogii, składania obietnic bez pokrycia, na co niestety nastała moda wśród partii politycznych. Jednocześnie uważam, że z każdym należy rozmawiać, a w kontaktach z innymi politykami kieruję się maksymą, że żaden nie jest tak mądry, jak sam o sobie mówi, ani tak głupi, jak twierdzą o nim jego rywale.

Kandydując ponownie do Senatu zamierzam nadal zajmować się nie tylko pracą ustawodawczą w parlamencie, ale także działać w swoim okręgu wyborczym – współpracować z nauczycielami i organizacjami pozarządowymi, z Bródnowskim Uniwersytetem III wieku, ze spółdzielniami mieszkaniowymi, działkowiczami i z samorządowcami. Nie jestem cudotwórcą, ale moi wyborcy mogą być pewni, że żadnej sprawy nie odpuszczę. Będę interweniował, pytał, wyjaśniał i nie będę szczędzić wysiłku, by pomóc.

Marek Borowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.