Kultura

Nastrojowe ballady Michaela Boltona

Michael Bolton i jego zespół/ fot. Jakub Janecki

Michael Bolton jest wszechstronnym artystą: nie tylko śpiewa i gra na gitarze, ale także komponuje i pisze piosenki dla siebie oraz dla wielu gwiazd światowej sceny; bywa aktorem. Jednak tym, z czego najbardziej słynie, są delikatne, nastrojowe i pełne ciepła ballady o miłości. Właśnie takie ballady, w wykonaniu Artysty, pięknie zabrzmiały 7 sierpnia 2019 roku na warszawskim Torwarze.

Koncert rozpoczął się od coveru piosenki Stand By Me, która wprowadziła publiczność w świetny nastrój. Jednak artysta trochę zdołował widownię, oświadczając, że jest chory, ale zrobi wszystko, aby wszyscy byli zadowoleni. I rzeczywiście, widać było jego starania. Drugi utwór, To Love Somebody – to też cover: śpiewany niegdyś przez Bee Gees ponad pół wieku temu, ale wylansowany dopiero przez Michaela Boltona. Kolejne piosenki, a wśród nich choćby Said  i Loved You… But I Lied, również były wielkimi przebojami, przy których aż chciało się tańczyć! Tym bardziej, że zostały one „ubrane” w nowe, symfoniczne aranżacje, które pojawiły się na płycie A Symphony Of  Hits, wydanej kilka miesięcy temu.

Michael Bolton na scenie/  fot. Jakub Janecki
Michael Bolton na scenie/ fot. Jakub Janecki

Ballady – balladami, ale Michael Bolton udowodnił, że znakomicie czuje się również podczas wykonywania utworów w innym stylu: Sweet Home Chicago zespołu Blues Brothers zabrzmiał iście rockowo!

Prawdziwym kunsztem muzycznym wykazali się instrumentaliści, a zwłaszcza wiruoz saksofonu, grający również na klawiszach i śpiewający niektóre utwory. Mimo usilnych poszukiwań nie udało mi się ustalić jego nazwiska. Czyżby RODO? Oczywiście, to żart, ale dobrze byłoby, gdyby – poza szybkim podawaniem nazwisk wykonawców podczas koncertów – organizatorzy chwalili się nimi. Wszak nie wiadomo, czy za kilka miesięcy lub lat to jeden czy drugi instrumentalista nie staną się gwiazdami wielkiego formatu!

Michael Bolton i jego zespół/  fot. Jakub Janecki
Michael Bolton i jego zespół/ fot. Jakub Janecki

Podobała się także Becca Kőtte, która zaśpiewała w duecie z Michaelem Boltonem dwie piosenki (How Am I Supposed To Live i Ain’t No Mount Ain High Enough), a później wykonała solo Chrissi Medley.

Becca Kőtte i Michael Bolton/ fot. Jakub Janecki
Becca Kőtte i Michael Bolton/ fot. Jakub Janecki

Michael Bolton dał szansę swoim muzykom na pokazanie ich wysokiej klasy, po czym sprawił wielką niespodziankę, zjawiając się wśród publiczności na płycie areny. Zaczął prezentować swój największy przebój, When a Man Loves a Woman. Niestety, tu zawiodły mikrofony. Cóż, mamy dwudziesty pierwszy wiek, a mikrofony bezprzewodowe czasem sprawiają psikusy. Artysta dokończył utwór na scenie, zaś fani, którzy – mając swojego idola na wyciągnięcie ręki, filmowali go niemal z każdej strony – poszli za nim i zostali w pobliżu sceny. Michael Bolton sam zachęcał widzów do tego. Pozostała część widowni też wstała i do końca koncertu na stojąco oklaskiwała bohatera wieczoru.

Widownia (jeszcze siedząca) podczas koncertu/ fot. Jakub Janecki
Widownia (jeszcze siedząca) podczas koncertu/ fot. Jakub Janecki

Koncert Michaela Boltona udowodnił, że najlepsze piosenki bronią się same. Nawet covery  zostały wylansowane przez wokalistę w taki sposób, że to jemu powszechnie przypisuje się pierwsze ich wykonanie. Te przeboje nigdy się nie starzeją i są ponadczasowe, a do tego publiczność zna je doskonale! W końcu piosenki Michaela Boltona są jednymi w najczęściej wybieranymi w Polsce na pierwszy taniec nowożeńców!

Rozmarzony Michael Bolton/ fot. Jakub Janecki
Rozmarzony Michael Bolton/ fot. Jakub Janecki

Tuż po koncercie znakomity polski autor tekstów, poeta i scenarzysta, Jacek Cygan, powiedział:

Ze względu na wiek – połączenie głosu Michaela Boltona, wciąż wspaniałego i młodego, z mijającym czasem, który przejawiał się w tym, że miał pewne kłopoty z chodzeniem i pewnie też z kręgosłupem – było wzruszające. Ja się bardzo cieszę, że byłem na tym koncercie. Zresztą młodzi ludzie fetowali go fantastycznie i to, że przyszli pod scenę, świadczy o tym, że sztuka żyje w jedyny niepowtarzalny sposób. Jego osobisty stosunek i zmaganie się z sobą i własnym ciałem bardzo mnie rozczuliło. Ale jakbyśmy po polsku powiedzieli: dał radę! To był świetny koncert wybitnego wokalisty, który ma pełną świadomość tego, co śpiewa i pełną świadomość tego, czym jest piosenka. Napisał bardzo wiele przebojów dla innych artystów, w tym dla mojej ukochanej Barbry Streisnad.

Michael Bolton i jeden z gitarzystów/ fot. Jakub Janecki
Michael Bolton i jeden z gitarzystów/ fot. Jakub Janecki

Sądzę, że słowa Pana Jacka wystarczą!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.