Kultura

Nowe stare

Officium fragment okładki

Podczas czytania książek staram się zwracać uwagę na tzw. wątki poboczne. Zastanawiam się wówczas, czy pojawiły się one jako rezultat dygresji, czy są raczej zamierzonym efektem autorów.

Podobnie było podczas czytania książki Tajne blizny. O czym milczę od lat Anety Wybieralskiej, a właściwie pierwszego tomu zapowiadanej trylogii, zatytułowanego Officium. Książka jest określana jako opowieść środowiskowa, dotycząca służb specjalnych, a właściwie tego, jak w służbach postrzegane są kobiety. Owszem, zgadzam się! Wrócimy do tego. Ale zauważyłem również pewne refleksje natury ogólnej, które można odnieść do wszystkich środowisk. Otóż, w pierwszej części książki autorka opisuje mechanizmy robienia kariery i „kariery”. Mam nieodparte wrażenie, że są one stosowane niemal w każdym środowisku. Któż z nas nie zetknął się choćby z jednym z powiedzeń: „BMW – bierny, mierny, ale wierny”, „Kto nie pije, ten kabluje” czy „Dziwka to nie zawód, lecz charakter”? Jednocześnie autorka przypomina inną postać – frajera:

– Tyra taki za siebie i innych. Nie awansuje. A jeżeli jednak, to najwolniej ze wszystkich.

Officium - okładka/ fot. Roman Soroczyński
Officium – okładka/ fot. Roman Soroczyński

Aneta Wybieralska jest wrocławianką, absolwentką kierunków humanistycznych, prawniczych i ekonomicznych uczelni we Wrocławiu, Warszawie, Łodzi i Krakowie. Przez większość życia zawodowego związana była z resortem spraw wewnętrznych. Pasje artystyczne i podróżnicze usiłuje realizować jako pilot wycieczek oraz namiętny bywalec polskich sanatoriów, również publicznych. Lubi akweny oraz góry, jak i niektóre doły. Oczywiście poza tymi swoimi. Przed rodziną i znajomymi zadebiutowała niewydaną jeszcze powieścią obyczajową, stworzoną jako prezent urodzinowy dla przyjaciółki. Drukiem ukazały się dotychczas cztery książki, z założenia komedie obyczajowe: Sanatoryjny romans z inspiracją,  Pozdrawiam z demoluda, Garnitur na słupie oraz Komu sznur wisielca?.

Jako się rzekło, przez większość życia autorka była zawodowo związana z resortem spraw wewnętrznych. Dlatego stosunkowo łatwo wciela się w książce w postać Agnieszki Wallicht-Chmielewskiej i – z punktu widzenia tej bohaterki – opowiada o pracy, a raczej służbie, w tymże miejscu. Zaczęła w ustroju słusznie minionym, pozytywnie przeszła weryfikację i okazało się, że… niemal wszystko zostało po staremu. Nadal była pomijana przy podwyżkach, premiach, awansach na wyższe stopnie. W najlepszym razie traktowano ją jak wyrobnicę lub maskotkę łagodzącą obyczaje, a w najgorszym była narażona na molestowanie i mobbing.

A zaczęło się całkiem niewinnie: decyzję o podjęciu pracy w służbach specjalnych podjęła zaraz po studiach. Bardzo szybko przekonała się, że owa służba wygląda zupełnie inaczej, niż sobie to wyobrażała. Zwłaszcza, kiedy jest się kobietą… Bowiem świat służb specjalnych – to nie tylko (a może nie przede wszystkim) broń, szybkie akcje, wymagające czasami użycia siły, ochrona ważnych osób, czarne samochody i poufność na każdym stopniu działania. To również świat męskiego szowinizmu, paternalistycznego traktowania kobiet. Często okazuje się, że prawdziwym przeciwnikiem nie jest agent obcego wywiadu, przemytnik, światowej klasy bandyta czy… czterdziestu skinheadów. Okazuje się, że zagrożenie może stworzyć, z pozoru niewinnie wyglądający, kolega z pokoju obok, szef czy – decydujący o karierze agentki, piastujący w stolicy bardzo ważne stanowisko – przełożony, którego intencje zostały źle zrozumiane. W ostatniej z tych sytuacji zagrożenie poczuli bezpośredni przełożeni Agnieszki i – na zasadzie psa ogrodnika – utrącili szanse jej awansu. Czy wobec tego w typowo męskim świecie jest miejsce dla kobiet? Czy mogą one pełnić funkcję pełnoprawnych oficerów operacyjnych, a nie sekretarek, asystentek albo stażystek? Jakie znaczenie dla kobiety – agenta ma koedukacyjna toaleta w biurze i brak wentylatora? Czy kobieta w służbach specjalnych ma jakiekolwiek szanse na przetrwanie? Zapewne w jakimś stopniu tak. Jednak Agnieszka nie ma wątpliwości, że – gdyby wiedziała, jak ojczyzna podziękuje jej za te wszystkie trudne lata – wybrałaby inny zawód.

Zanim jednak doszła do takiego wniosku, sporo przeżyła. Żeby nie było, że wszyscy faceci są tacy sami, bohaterka sama wymienia mężczyzn, którzy traktowali ją jak równorzędną partnerkę i doceniali jej umiejętności.

W książce znalazły się opisy spektakularnych akcji, ale również mozolnej, codziennej pracy. Bardzo ciekawie pokazane są stosunki pomiędzy służbami specjalnymi a policją:

– Mieliśmy wspólnego ministra spraw wewnętrznych, który dzielił między nas publiczny budżet. Za każdym razem wszyscy twierdzili, że bardzo niesprawiedliwie.

Autorka stara się pokazać różne aspekty pracy służb specjalnych. Robi to z dużą dozą autoironii, kierując się zasadą, którą sformułował czeski pisarz Karel Čapek (notabene, twórca słowa „robot”):

– Człowiek nigdy nie pozbędzie się tego, o czym milczy.

Przyznam, że czasem gubiłem się w trakcie czytania książki. Było to efektem wspomnianych wcześniej dygresji. Autorka wspomina o pewnym przedsięwzięciu, po czym przywołuje dużo dygresji czy wspomnień, i dopiero po kilkunastu stronach wraca do zasadniczego wątku. Czytelnik musi być bardzo skupiony, by nie napisać „czujny”. A może o to autorce chodziło? Choćby dlatego z dużym zainteresowaniem czekam na dalsze tomy trylogii Tajne blizny. O czym milczę od lat.

  • Aneta Wybieralska, Tajne blizny. O czym milczę od lat. Tom I Officium
  • Redakcja: Marzena Kwietniewska-Talarczyk
  • Korekta: Magdalena Brzezowska-Borcz
  • Okładka: Grzegorz Araszewski
  • Skład: Michał Kacprowicz
  • Wydawca: Wydawnictwo NOVAE RES, Gdynia 2021
  • ISBN 978-83-8219-247-6

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.