Polityka

Piotr Gadzinowski: ŚWINIA POLAKÓW OCALI

Strach leje się z polskiego Internetu. Strach przed radykalną islamizacją. Przed dżihadystami ukrytymi pod spódnicami uciekinierek z Bliskiego kiedyś nam Wschodu.

Przed mułłami, zwanymi tam finezyjnie „kozoje….cami”, którzy wróżą nam, radykalny islam, u nas na pewno zasieją. I jak tylko ów islam przyjmie się na naszej ziemi, to szybko, niczym barszcz Sosnowskiego, kwiaty innych religii zadusi.

Fala radykalnego islamu przyjść do nas może wraz z falą uchodźców z Syrii i Erytrei. Faszerowaną stadami mułłów ze Wschodu.

Albo i z Zachodu. Jako cofka wcześniejszych fal islamskich migrantów do Niemiec. Już teraz niemieccy salafici, wyznawcy najbardziej radykalnej odmiany islamu, oskarżani o powiązania z Państwem Islamskim, przygotowują przesłania do swych sąsiadów zza Odry.

Polacy uchodzą zagranicą za ludzi bardzo pobożnych. Taki stereotyp panuje. Nic dziwnego, że podjadani wiarą w polską pobożność niemieccy muzułmanie nawołują, aby polscy „bracia i siostry” przeszli na islam. Tak jak to uczynili ich niemieccy bracia i niemieckie siostry. I oni ponoć naprawdę wierzą w to co nagrywają.

Warto przypomnieć, że chrześcijaństwo przyszło do nas też z Niemiec. Tak jak hebel, krajzega, kartofle i filmy z Teresą Orlowski. Nadal sprowadzamy stamtąd używane samochody. Czy teraz stamtąd nadejść może radykalny islam? Ukryty w bagażnikach „das auto”?

Na pewno niemiecki islam przyjąłby się u nas szybciej niż ruski, litewski, czy syryjski. Bo niemieckość to w Polsce synonim dobrej jakości i trwałości. Syryjski islam takiej dobrej marki już nie ma. Syryjski dżihad jeszcze wiele musi się od Niemców uczyć.

Ale dość tych tradycyjnych polsko – niemieckich żartów. Dzisiejsze czasy wymagają postawienia fundamentalnego pytania: Cóż ma Polak czynić aby oprzeć się nadchodzącej fali syryjskiego albo niemieckiego Allaha? Gdzie znaleźć nowego Karola Młota?

W 2007 roku byłem obserwatorem, w delegacji Rady Europy, podczas wyborów prezydenckich w Turcji. W mieście Trabzon, znanym wszystkim kibicom piłkarskim. I znanym też z morderstwa katolickiego księdza przez islamskich fanatyków.

Ponieważ jestem lewicowcem z Europy Środkowo – Wschodniej, to Rada Europy przyznała mi za partnera portugalskiego liberała. Aby był parytet polityczny. Opiekował się nami turecki tłumacz. Trzydziestoletni, gładkolicy inżynier elektronik i jednocześnie absolwent uniwersytetu koranicznego w Kairze.

Po dwóch dniach znajomości nasz tłumacz zaczął reklamować nam islam i na koniec zachęcać do przyjęcia tej wiary.

Czynił to w sposób bardzo miękki. Przekonywał, że z islamem jest jak z programem Windows. Judaizm, chrześcijaństwo to już stare, archaiczne boskie oprogramowanie. Najnowszą generacją boskiego oprogramowania jest religia objawiona przez proroka Mahometa. Zatem dla każdego nowoczesnego, inteligentnego człowieka jasnym jest, że czas najwyższy zmienić w swym życiu duchowym oprogramowanie. Na to najnowsze.

Przy okazji takiej zmiany nasz nowy nauczyciel zaproponował pociągający bonus – całkowite odpuszczenie poprzednich grzechów. Już tutaj, na ziemi. Jeśli dodać do tego kolejny, możliwy bonus w postaci muzułmańskiego nieba, czyli boskiego ogrodu pełnego przepięknych hurys i porównać je z niebem katolickich, czyli chórami nudnych, bezpłciowych aniołów, to nawet ślepy widzi walory islamskiej oferty.

Nie zdziwicie się zatem, że poddani tak delikatnemu praniu mózgów gotowi byliśmy przyjąć nowe, religijne oprogramowanie. Ale Szatan chyba podsunął nam myśli o zadaniu naszemu imamowi fundamentalnych pytań.

Portugalczyk spytał, czy nowy program będzie kompatybilny z konsumpcją jego ulubionej, portugalskiej szynki?

Mnie interesowało niezmiernie, czy nowy program nie zawiesi mi się po kontakcie z płynami wódko-podobnymi.

I wtedy nasz nowy imam bezradnie rozłożył ręce. „Allah jest wielki, ale o tym mowy nie ma” – wyjaśnił.

I tak zwykła portugalska świnina i czysta polska wódka ocaliły nas od wyrzeczenia się Jezusa, w którego zresztą obaj nie wierzyliśmy, na rzecz nowego oprogramowania.

Tym samym odnaleźliśmy też klucz do ocalenia tożsamości naszej chrześcijańskiej Europy.

Państwo europejskie musi być świeckie, a jego prawo musi być pozbawione wpływów wszelkich, religijnych dogmatów. W kuchni, salonie, w sypialni.

Dotykowo państwo polskie musi wspierać nasz kulturowy, zdrowy hedonizm i tożsamość gastronomiczną. Powinno jak najszybciej obniżyć akcyzę na alkohol, wspierać produkcję świniny.

Wtedy radykalny islam, szariat i wściekły dżihad do nas na pewno nie przejdą.

Piotr Gadzinowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.