Kultura

Singielka w mieście

Vir fragment okładki

Czy Szanowne Czytelniczki i Szanowni Czytelnicy znają serial „Seks w wielkim mieście”? Już widzę las rąk potwierdzających. To dobrze, bo ja znam tylko tytuł i nie oglądałem żadnego odcinka. Coś straciłem? Być może, nie wiem.

Tytuł wzmiankowanego serialu skojarzył mi się już po przeczytaniu pierwszych stron książki Vir, której autorką jest Aleksandra Tabor. Później jednak zacząłem zastanawiać się, czy wiemy, jak wygląda życie singielek w wielkim mieście? Zgodnie z popularną opinią są one silne, zdecydowane i nie potrzebują mężczyzn. Dążą do samorealizacji i koncentrują się na osiąganiu celów. Prowadzą życie pełne kulturalnych uniesień i inteligentnych dyskusji. Ich codzienność to sukcesy zawodowe, fitness i kolacje w modnych miejscach. Tymczasem powieść ukazuje, że prawda jest inna. Zanim do tego dojdę, przyznam, że miałem kłopot z tytułem. Cóż oznacza ów „Vir”? Dobrzy ludzie, którym dziękuję, uświadomili mi, że Virgo – to panna. A zatem Vir pochodzi od modnych obecnie skrótów (jak na przykład „komp”, „nara” czy „info”) i oznacza kobietę żyjącą samotnie.

I taka właśnie jest bohaterka książki, Anna. Od niedawna pracuje w dużej warszawskiej korporacji. Rzucona na głęboką wodę, stara się jak najlepiej podołać swoim nowym obowiązkom. Zakochuje się w Sebastianie, który – jak się wkrótce okazuje – jest niezwykle wrażliwy na kobiece wdzięki. Aby znieczulić stres związany z pracą i zranione serce, Anna coraz częściej imprezuje, a przed snem sięga po butelkę wina. Czy to możliwe, by pogodzić karierę ze szczęściem w życiu osobistym? Odpowiedź na to pytanie nie jest oczywista, a Anna będzie musiała przebyć długą drogę, by ją odnaleźć…

Vir - okładka książki/ fot. Roman Soroczyński
Vir – okładka książki/ fot. Roman Soroczyński

Aleksandra Tabor jest miłośniczką podróży, szczególnie po Azji południowo-wschodniej. Fascynuje się Warszawą. Z uwagą obserwuje kobiety w tym mieście i ich ogromną potrzebę samorealizacji i niezależności. Otwarcie mówi o problemach współczesnych młodych kobiet. Vir jest jej debiutem literackim.

Przyznam, że jest to… śmiały debiut. Książka, na przemian, wciągała i odrzucała mnie. Odrzucała, bo dużo w niej wulgaryzmów – zarówno w rozmowach, jak i w myślach Anny. Jednak przypomniałem sobie, że słyszę je niemal w każdym miejscu. Kiedyś używali ich tylko faceci i to tylko w męskim towarzystwie, a teraz… Czasem uszy więdną! I tu mam dylemat: literatura powinna odzwierciedlać rzeczywistość czy raczej kształtować ją, przekazując pewne wzorce?

Mimo tych zastrzeżeń, Vir Aleksandry Tabor wciągał mnie w swoją warstwę przygodową. Czekałem na zakończenie powieści, coraz mocniej trzymając kciuki za Annę. Z zapartym tchem śledziłem jej poczynania oraz układy-układziki w pracy. Mają je za sobą (lub przed sobą) wszyscy, którzy stykają się w korporacji. Chociaż… chyba nie tylko w korporacji.

Autorka stosuje przekaz podprogowy, by uświadomić czytelnikom pewne treści. Dzieje się tak, kiedy Anna ogląda z koleżanką film dokumentalny o życiu kobiet w różnych krajach i kulturach:

Oglądając te wstrząsające obrazy, przełykałam piwo jak truciznę. (…) Wiodłam próżniacze życie, biorąc długie kąpiele, tracąc pieniądze na alkohol i imprezy. Nic nie dawałam światu i nie wykorzystywałam tego, co ten świat miał mi do zaoferowania.

Bohaterka zastanawia się, nad tym, co się dzieje, kiedy para zrywa ze sobą:

Wydaje się, że znamy tę osobę… i nagle to wszystko się kończy. (…) Robimy w swoim umyśle miejsce dla tej osoby, swoistą szufladkę na tę całą wiedzę o nim, a później zawartość ta nadaje się tylko do wyrzucenia. Emocje wygasają, lecz zostają wspomnienia. (…) Niestety rozstanie nigdy nie wiąże się z zapomnieniem.

Jak się okazuje, nawet piękna [tak przynajmniej sądzę – przyp. RS] singielka może spotkać faceta, dla którego seks nie jest najważniejszy. Świadczy o tym fragment jej rozmowy z Tomkiem:

Bo kobietom wydaje się, że jeśli są agresywne w łóżku, to facet będzie je bardziej pożądał. Seks to też metoda na utrzymanie związku. Kobiety myślą, że jak będą codziennie zadowalać swoich facetów, to oni wiernie zostaną przy nich na długie lata. Co najgorsze, również jest to sposób na osiągnięcie korzyści. To może być zdobycie i utrzymanie przy sobie bogatego faceta lub tak zwanego gościa zaradnego życiowo. Odsuwam się od tego wszystkiego i staram się unikać wampirzyc. / Ha, ha! Wampirzyc? Czyli moją największą zaletą jest to, że nie próbowałam cię wyrwać? / Nie o to chodzi. Widzę w tobie wiele różnych zalet, a w tym szalonym świecie to ja zdecydowanie chcę być drapieżnikiem i polować.

Bardzo spodobały mi się rozważania Anny na temat prawdy:

Prawda jest jak poezja i większość jej nienawidzi.

Książka uświadomiła mi, że – stosując różne, nie zawsze skuteczne – diety nie zetknąłem się jeszcze z frutarianizmem: restrykcyjną odmianą weganizmu, polegająca na spożywaniu wyłącznie surowych (bez jakiejkolwiek obróbki termicznej) owoców, nasion i orzechów. Ale chyba nie będę tego próbować…

Wróćmy jeszcze do kwestii rozstań:

Chciałam kończyć relacje w elegancki sposób, pożegnać się bez żalu i poczucia straty. Być zapamiętaną w jak najlepszy sposób. Tylko jak to zrobić? Szukałam i przyjaźni, i namiętności. Zostałam sama dla siebie.

Na szczęście P.T. Czytelnicy nie zostaną sami, bo zawsze mogą sięgnąć po książkę Vir Aleksandry Tabor, do czego – mimo mojego purytanizmu językowego – zachęcam.

  • Aleksandra Tabor, Vir
  • Redakcja: Monika Kasperek-Rucińska
  • Korekta: MAQ PROJECTS
  • Okładka: Paulina Radomska-Skierkowska
  • Skład: Katarzyna Dambiec
  • Wydawca: Novae Res, Gdynia 2021
  • ISBN 978-83-8219-473-9

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.