Kultura

Świet(l)ny występ Gregorian

Dostojni mnichowie
Gregorianie wkraczają na scenę
Gregorianie wkraczają na scenę

Nie mogę napisać, że 18 lutego 2017 roku –  podczas występu chóru Gregorian – nie dało się wcisnąć szpilki. Jednak ci, którzy przyszli na warszawski Torwar, nie żałowali, a wręcz byli zachwyceni.

Występy Gregorian – to nie tylko śpiew. To również wspaniała gra świateł, efektowne wykorzystanie pirotechniki, a także … ognia, który pojawiał się co chwila w różnych miejscach. Wielki aplauz wywołał Roland Peil, gdy walił w perkusję płonącymi pałkami. A co można było powiedzieć, gdy Gunther Laudahn „wystrzelił” z gitary ogniem po zakończeniu występu solowego? Bałem się, że w którymś momencie scena spłonie, ale Gregorianie panowali nad ogniem.

Muszę przyznać, że instrumentaliści zaskoczyli mnie. Bowiem do tej pory skupiałem się na gregoriańskim śpiewie. Sądziłem, że – skoro wpadam w średniowieczne wibracje – to instrumenty są klimatycznie zbliżone do tego typu muzyki. Tymczasem zobaczyłem, że wspaniałemu chórowi towarzyszy zespół muzyczny z całkiem współczesnym instrumentarium. Co ciekawe, w niektórych utworach chórzyści oraz towarzysząca im solistka Amelia Brightman też grali na instrumentach.

Część Gregorian gra na instrumentach
Część Gregorian gra na instrumentach

Wróćmy jednak do śpiewu. Większość utworów była mi znana, ale aranżacje były tak odmienne od pierwowzorów, że można było pogubić się. Z całą pewnością pojawił się słynny utwór I’ll Find My Way Home Jona Andersona i Vangelisa oraz piękna interpretacja utworu z filmu Gladiator. Po wysłuchaniu Voyage Voyage, pierwotnie wykonywanej przez Desireless, naprawdę byłem gotowy wyruszyć w podróż.

W podróż po światowych przebojach zabrali widownię, grający na instrumentach klawiszowych, dyrektor muzyczny chóru Jan-Eric Kohrs oraz występujący na co dzień w chórze: Lawrence White, Dan Hoadley, David Porter-Thomas, John Clucas, Robert Fardell, Christopher Tickner, Gerard O’Beirne, Richard Naxton i Matthew Minter. Każdy z nich miał okazję, by indywidualnie zaprezentować swój głos. Jednak największe brawa otrzymywał występujący gościnnie Narcis Iustin Ianău – Rumun urodzony w 1995 roku, a więc już po powstaniu chóru. Jego kontratenor, wykorzystany między innymi w pochodzącym z połowy lat sześćdziesiątych XX wieku utworze Cry Softly, wywołał piski zachwytu na widowni. Jeszcze bardziej żywiołową reakcję spowodował Time to Say Goodbye, który Narcis zaśpiewał z Amelią Brightman. Widzowie wstali i bardzo długo bili brawo. W pewnym momencie usłyszałem za sobą komentarz: – Czuję się, jak w operze!

Dostojni mnichowie
Dostojni mnichowie

Może pojawiały się operowe zachowania, może niektórzy uznają, że chór śpiewa w popowym stylu. Mnie osobiście zachwyciła ta muzyka, okraszona znakomitą choreografią. Przez cały koncert Gregorianie poruszali się dostojnie i, wydawałoby się, byli poważni. Aż tu na zakończenie zaczęli tańczyć. Czy muszę dodawać, że publiczność skrzętnie dołączyła do zabawy?

Jestem przekonany, że organizator koncertu – firma High Note Events, działająca pod marką MAKROCONCERT – może uznać imprezę za swój duży sukces. Jeśli wolno cokolwiek sugerować, to może warto byłoby, aby przed tego typu koncertami widzowie mogli – podobnie, jak przed spektaklami teatralnymi – kupić lub dostać przynajmniej zarys programu? Wiem, że koncerty rządzą się swoimi prawami i często ich program zmienia się. Ale sądzę, że znacznie ułatwiłoby to słuchanie – choćby z tego względu, że widzowie „nie przerzucaliby się” tytułami utworów.

Autorką zdjęć jest Małgorzata Moryc.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.