
Dwie książki – trzy wspólne elementy. Pierwszym jest autorka, Marta Reich. Drugi wynika z charakteru książek: są to kryminały wydane w ramach cyklu Tajemnice zbrodni. A trzeci? Obie opowieści są oparte [nie, nie napiszę „na faktach autentycznych”! – przyp. RS], a właściwie inspirowane prawdziwymi zdarzeniami.
Zanim przejdę do treści prezentowanych książek, kilka słów o autorce. Marta Reich jest absolwentką ekonomii, romanistyki i nauk politycznych w Wielkiej Brytanii oraz dyplomacji w Warszawie. Choć Anglię uważa za swój drugi dom, podjęła decyzję o powrocie do Polski i życiu na styku dwóch światów. Od wielu lat łączy pasję pisarską z pracą w międzynarodowych korporacjach. Kocha kryminalne zagadki i klimatyczne historie, których nastrój wciąga bez reszty. Autorka książek kryminalnych Morderstwo i cała reszta oraz Sztuki i sztuczki, a także powieści obyczajowej Każde twoje słowo.
Marta Reich połączyła obydwa wspomniane gatunki, tj. kryminał i powieść obyczajową, przechodząc do true crime – gatunku dokumentalnego i literackiego, analizującego prawdziwe przestępstwa. Jak wspomniałem, ów nowy cykl nosi tytuł Tajemnice zbrodni. Akcja pierwszej powieści, zatytułowanej Martwe kwiaty, zaczyna się w lutym 1980 roku. Podczas rutynowego patrolu dwóch pracowników warszawskich zakładów komunalnych dokonuje szokującego odkrycia. W dryfującym po Jeziorku Czerniakowskim pakunku znajdują garnek z odciętą ludzką głową. Wkrótce makabryczne znalezisko zostaje powiązane ze zgłoszeniem zaginięcia Zofii Czajkowskiej, atrakcyjnej czterdziestojednoletniej pracownicy Telewizji Polskiej, która poprzedniego dnia rano wyszła z domu i zniknęła bez śladu. Kilkadziesiąt godzin później w przechowalni na Dworcu Centralnym zostaje odkryty bagaż z rozczłonkowanym ciałem Zofii. Na zamkniętej walizce morderca położył trzy kwiaty, teraz już zwiędłe: tulipan, żonkil i frezję.

Kto mógł pragnąć śmierci eleganckiej, ustosunkowanej, choć przy tym dość przeciętnej kobiety? Czy była przypadkową ofiarą seryjnego mordercy, czy świadomym celem kogoś, kto dobrze ją znał? Dlaczego zbrodnia miała tak makabryczny przebieg? Porucznik Mirosław Wolski i starsza sierżant Jolanta Derka z Komendy Stołecznej Milicji Obywatelskiej prowadzą szeroko zakrojone śledztwo, w którym potrzeba zapewnienia bezpieczeństwa obywatelom staje w sprzeczności z politycznym embargo na niewygodne dla władzy informacje. Wreszcie dochodzą do prawdy tak szokującej, że do dziś nie mieści się w głowie tych, którzy dopiero ją poznają.
Martwe kwiaty – to nie tylko rekonstrukcja śledztwa, które z zapartym tchem obserwowało całe społeczeństwo, ale też wstrząsający portret życia, w którym nic nie było takie, jakim się wydawało. Weźmy choćby pod uwagę sposób, w jaki Zofia [przypomnę: pracownica Telewizji Polskiej, co wówczas było nobilitacją – przyp. RS] związała się z prostym chłopakiem, którym był Adam:
… bezgranicznie ją podziwiał i traktował jak ósmy cud świata, odpowiadał na jej ciągłą potrzebę afirmacji. Narzeczony z własnego środowiska nie podchodziłby do niej równie bezkrytycznie, traktowałby jak równą sobie kobietę, a nie jak nieosiągalną boginię.
Kobieca przewrotność? W pewnym stopniu chyba tak, ale też symptom pewnego, funkcjonującego dawniej i dzisiaj, zakompleksienia w naszym społeczeństwie. Niestety, życie składa się z drobnych elementów, składających się na całość, która często przekracza nasze oczekiwania – nie zawsze w pożądanym kierunku.
Akcja drugiej książki, noszącej tytuł Zatruta krew, toczy się znacznie później. Kilka dni, a właściwie nocy, przed Świętami Bożego Narodzenia 2008 roku, o godz. 4:45 do stacji pogotowia ratunkowego dzwoni Bartek Zając. Informuje, że właśnie obudził się obok martwej żony.
Cóż się mogło stać? Wszak Małgosia i Bartek Zającowie żyli jak w serialu. On – czuły mąż, świetny ojciec, szanowany ratownik medyczny i przyszły lekarz. Ona – piękna, kochana i rozpieszczana. Dwoje uroczych dzieci, wygodny domek na przedmieściu i wiele marzeń na przyszłość.
Początkowo sprawa wydaje się prosta. Lekarka pogotowia, Agnieszka Dobrzańska, wypisała kartę zgonu, z pewnym wahaniem dodając, że zatrzymanie akcji serca nastąpiło z przyczyn „naturalnych”. Jednak po kilku minutach wróciła i wystawiła nową kartę z adnotacją:
Przyczyna zgonu niejasne, zalecane przeprowadzenie sekcji zwłok.
Jej postawa spotkała się z niezrozumieniem Bartka i środowiska lekarskiego. Na przekór temu Agnieszka i prokurator Wojciech Bednarek poszukują prawdy o śmierci Małgorzaty. Ich pracę utrudnia wspólna bolesna przeszłość, o której oboje woleliby zapomnieć…
Również rodzina Małgosi z uporem domaga się dochodzenia, nie wierząc w śmierć we śnie. Dlaczego Małgosia była w piżamie, której nigdy nie nosiła? Czemu włosy miała zebrane w kucyk, choć zawsze je na noc rozpuszczała? Muszą postępować bardzo delikatnie, bo Bartek zaczyna utrudniać im kontakty ze swoimi dziećmi.
Może w końcu dotarło do tych zakutych łbów, że to on tu rozdaje karty – jeśli chcą widywać Martynkę i Kacperka, muszą przestać podskakiwać.

Kim naprawdę jest Bartek, którego całe miasto uważało za lokalnego bohatera, a który kilka dni później zjawia się na sylwestrowej zabawie w towarzystwie nieznanej kobiety? Dzięki autorce czytelnik ma przewagę nad prokuratorem i lekarką oraz rodziną Małgosi: co pewien czas wracamy do nieco wcześniejszego okresu i widzimy, jak zawiązuje się intryga. Oczywiście, nie zdradzę tego. Zachęcam jednak do potraktowania książki Zatruta krew nie tylko jako kryminału. Jest to bowiem opowieść o dążeniu do prawdy w hermetycznej lokalnej społeczności, która wyroki o ludzkiej naturze wydaje poza salą sądową, oraz o obsesji zachowania pozorów, która doprowadziła do tragedii. Warto pamiętać: największe niebezpieczeństwo czai się tam, gdzie nikt się go nie spodziewa.