
Mazowiecki Teatr Muzyczny im. Jana Kiepury powstał w kwietniu 2005 roku, a więc w tym roku obchodzi dwudziestolecie swojego istnienia. Od czerwca 2019 roku Teatr ma swoją stałą siedzibę, którą jest budynek dawnego Kina Praha. Nie oznacza to absolutnie odejścia od filmów: obok bogatej oferty wydarzeń teatralnych i muzycznych, Teatr kontynuuje działalność Kina Praha, utrzymując klimat studyjnych seansów filmowych. I oto na scenie pojawiły się nie tylko ekrany, ale wiele innych elementów, którymi posługują się realizatorzy podczas kręcenia/nagrywania filmu. Stało się tak za przyczyną pewnej księżny.
Ale po kolei! Otóż, po blisko 100 latach od ostatniego polskiego wykonania Mazowiecki Teatr Muzyczny – jako pierwszy w XXI wieku – zdecydował się na wystawienie operetki Imre Kálmána zatytułowanej Księżna Chicago. Jej światowe prawykonanie miało miejsce w Wiedniu 5 kwietnia 1928 roku, zaś polska prapremiera została zorganizowana w Warszawie 28 września 1929 roku. Niestety, już w 1930 roku widowisko zeszło z afisza i od tamtej pory nikt nie wracał do tego tytułu. Tymczasem jego libretto, którego autorami są Alfred Grunewald i Julius Brammer – przetłumaczone i uzupełnione dialogami przez Michała Znanieckiego oraz songami i partiami wokalnymi w przekładzie Magdaleny Sowińskiej – jest niezwykle aktualne.

Dlatego cieszę się z decyzji Mazowieckiego Teatru Muzycznego. Michał Znaniecki, który jest również reżyserem omawianego spektaklu, powiedział:
„Księżna Chicago” to nie tylko spektakl – to artystyczna podróż przez czas, kontrasty i emocje. Gdy po raz pierwszy zetknąłem się z tym zapomnianym arcydziełem Kálmaná, poczułem, że jego energia wciąż żyje, a jego przesłanie jest dziś równie aktualne jak w 1928 roku. To opowieść o zderzeniu światów, nostalgicznej starej Europy z błyskotliwym „american dream”, jazzu z walcem, tradycji z rewolucją.

Jak w jednym spektaklu połączyć dźwięki walca, czardasza, charlestona, slowfoxa? Jak na teatralnych deskach pokazać powstawanie filmu muzycznego, jazz-operetki? Okazuje się, że można zrobić wszystko! Realizatorzy widowiska podeszli do tematu z szacunkiem wobec twórców, ale bez muzealnej czołobitności. Krzysztof Herdzin zaadaptował muzykę Imre Kalmana, akcentując to, co najciekawsze w jazz-operetce. Wspaniale znalazła się w tym Orkiestra Mazowieckiego Teatru Muzycznego, co było szczególnie zauważalne w tych momentach, gdy dwa style rywalizowały ze sobą, a zarazem prowadziły muzyczny dialog epok. Doskonale wpasowali się ten dialog Nathan Williams (jako Bobby, amerykański jazzman grający na trąbce) oraz Grzegorz Gadziomski (jako Gabor, cygański skrzypek).

Jeśli zaś chodzi o film na scenie, to już przed rozpoczęciem spektaklu widać było ekipę filmową ustawiającą kamery i wykonującą pewne czynności niezbędne do nagrywania. Efekty tej „pracy” były widoczne na ekranie, kiedy równolegle można było oglądać wydarzenia sceniczne i nagrane (na – a jakże! – starej, celuloidowej taśmie filmowej). Domyślam się, że duża w tym zasługa odpowiedzialnej za projekcje multimedialne Karoliny Jacewicz. W ten sposób widzowie wczuwali się w dwie akcje równocześnie: sceniczną i filmową.
Silną stroną Księżnej Chicago jest obsada. Nie ma w niej żadnego słabego punktu! O każdej osobie występującej na scenie można wyrazić się tylko w superlatywach. Oglądałem widowisko premierowe, ale dowiedziałem się, że druga obsada jest na co najmniej równorzędnym poziomie. Nie znam się na choreografii, ale kiedy dwie tancerki (Katarzyna Reisch i Anna Reisch) wykonały piruet z uniesionymi o niemal 180 stopni nogami [oczywiście, każda po jednej – przyp. RS], to dosłownie zakręciło mi się w głowie! Nie powstrzymałem się i po premierze podszedłem do jednej z sióstr, wyrażając swój wielki podziw.

Po zakończeniu spektaklu premierowego Dyrektor Mazowieckiego Teatru Muzycznego, Iwona Wujastyk, pięknie dziękowała wszystkim twórcom widowiska. Mam wrażenie, że szczególne wyrazy uznania skierowała do twórcy scenografii, Luigi Scoglio, który znalazł na scenie i jej zapleczu bardzo dużo przestrzeni, którą skrzętnie wykorzystał. Ot, choćby wprowadzenie piętrowej zabudowy na – zdawałoby się – niskiej scenie. Od razu Pani Dyrektor dodała, że nie oznacza to wstrzymania przez Teatr starań o nową, większą siedzibę.
Kilka słów o akcji widowiska. Jak zwykle bywa, miewa ona zaskakujące zwroty. Ona – nowoczesna milionerka z Ameryki, kochająca jazz, On – książę z podupadłego państewka, wierny walcowi. Co wyniknie z takiego spotkania? Czy nie będzie konfliktu interesów? A może wybuchnie miłość? Nie zdradzę tego do końca, bo uważam, że Księżnę Chicago koniecznie trzeba zobaczyć. Tym bardziej, że – jak napisałem wyżej – tematyka jest niezwykle aktualna, również w kontekście obecnej sytuacji międzynarodowej.

Realizatorzy
Obsada
Orkiestra Mazowieckiego Teatru Muzycznego im. Jana Kiepury: