
Co zrobić, kiedy spod jednego pióra wychodzą dwie książki, które dotyczą tego samego miejsca oraz tych samych osób i sytuacji? Moim zdaniem, najlepiej przeczytać obie książki w krótkim odstępie. Dlatego po otrzymaniu z Wydawnictwa Novae Res propozycji zajęcia się książką Errata Igi Majak, poprosiłem o wcześniej wydaną Korektę tej autorki. Chociaż ta wcześniejsza była wydana w 2024 roku, warto było do niej wrócić. Zanim to zrobię, zwrócę uwagę na tytuły książek. Czegóż mogą dotyczyć słowa „korekta” i „errata”? Brawo: trafnie Pani odgadła, słusznie Pan skonstatował! Obydwa słowa dotyczą książek, a w tym konkretnym przypadku wydawnictwa.
Główną bohaterką Korekty jest Agata, redaktorka pracująca właśnie w wydawnictwie – w dodatku znanym, warszawskim. Poświąteczny poniedziałek wita ją… zwłokami prezesa w piwnicy. To wyjątkowo niefortunny zwrot akcji – ta drobna korekta w zespole może przeszkodzić w domykaniu zbliżających się terminów. W dodatku w wydawnictwie zaczęto przygotowania do przeprowadzki. Pracownikom takiej firmy nieobce są jednak kryminały, więc na własną rękę angażują się w toczące się śledztwo. Plotkowanie, snucie teorii i próby znalezienia sprawcy od tej pory trafiają na listę ich codziennych obowiązków – cóż, nieoficjalnych, choć prezes nie może już zwrócić im uwagi.
Iga Majak jest kolejną autorką, o której niewiele mogę powiedzieć – poza tym, że jest Warszawianką [tak, od 1 stycznia 2026 roku piszemy wielką literą! – przyp. RS].

Korekta została zaliczona do kryminałów, ale właściwie wątek kryminalny znajduje się na uboczu akcji. Jest to raczej powieść obyczajowa z elementami romansu. Akcja jest spójna i po stosunkowo krótkim czasie trudno oderwać się od książki. Autorka podzieliła bohaterów książki na pozytywnych i negatywnych, a ja – w ślad za nią – pierwszych polubiłem, a drugich… no cóż… Rozśmieszały mnie niektóre dialogi. Przypominają one nieco styl znany z książek Joanny Chmielewskiej, ale należy przyznać, że Iga Majak wybrała odrębną drogę. Zresztą motto książki pochodzi z powieści „Wszyscy jesteśmy podejrzani” Chmielewskiej.
W pewnych sytuacjach autorka zafundowała Agacie (oczywiście, i czytającym) swoisty rollercoaster, ale to tylko wzmaga napięcie i zachęca do „połykania” kolejnych stron. Owo napięcie rośnie z każdym dniem, a wewnętrzne intrygi oraz konflikty narastają – również w związku z przeprowadzką. Każdy z bohaterów pragnie poznać rozwiązanie kryminalnej zagadki, ale nikt nie wie, co jeszcze na nich czeka. Jeśli i P.T. Czytelnicy chcą się dowiedzieć, widzę tylko jeden sposób: sięgnięcie po książkę Korekta Igi Majak.
Teraz możemy z czystym sumieniem zajrzeć do Erraty – drugiej książki Igi Majak. Można ją czytać bez znajomości poprzedniej książki, czyli Korekty, dlaczego jednak mielibyśmy pozbawiać się podwójnej przyjemności? Niektóre sytuacje powtarzają się, ale teraz patrzymy na nie oczami redaktorki Baśki Sypniewskiej i… zakochanego w niej od pierwszego wejrzenia (czyli od pięciu lat) informatyka Pawła Winiarskiego.
Nadal znajdujemy się w dotychczasowej siedzibie wydawnictwa Revista. Już wiemy, jak zginął prezes, ale skutki jego śmierci są nadal odczuwalne. Można wręcz rzec, iż w związku z tą sytuacją życie pracowników wydawnictwa wywraca się do góry nogami. Przeprowadzka do nowej siedziby zamienia się w wyścig z czasem – trzeba spakować setki teczek, uporządkować archiwa i zmierzyć się z chaosem narastającym od lat. W tym zamieszaniu Natalia zatrudnia do pomocy Gaję, która przypadkiem odkrywa niepokojące braki w dokumentach. Czy to zwykły bałagan, czy celowe działanie? Śledztwo, zlecone agencji detektywistycznej, przyniosło zaskakujące rezultaty: ktoś nie był lojalny wobec wydawnictwa! Kto? To się okaże na końcowych stronach książki.
Tymczasem – jako się rzekło – głównymi bohaterami Erraty są Baśka i Paweł. Pani redaktor próbuje na nowo poukładać swoje życie. Żeby to zrobić, musi odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: czy jako rozwódka z dwójką dzieci wciąż ma prawo do własnych pragnień? Czy Pawłowi uda się usidlić Baśkę? Ich znajomość powoli przekształca się w romans, ale – jak to w życiu – płomienne chwile mieszają się z oziębłością. Wszystko w ich życiu coraz bardziej wymyka się spod kontroli. Tym bardziej, że Paweł zyskuje sojuszników w postaci… synów Baśki. Przyznam, że wprowadzenie ich do treści książki było znakomitym posunięciem Igi Majak: robili dużo zamieszania, a przy okazji udowadniali, że dzieci bywają mądrzejsze od dorosłych.

Autorka zrobiła jeszcze coś innego: wprawdzie na krótko, ale zawiozła nas do Puszczy Kampinoskiej. Okazało się, iż Baśka…
… Nie miała pojęcia, że tak ciekawa historia toczyła się w Puszczy w czasie wojny, chociaż jak się zastanowić, to był wielki las graniczący z Warszawą, czyli idealny do działań partyzanckich. Szkoda, że o takich rzeczach nie uczyli na historii w szkole. Na pewno znacznie więcej dzieciaków zainteresowałoby się tym, zamiast nudzić się na lekcjach o wojnie stuletniej.
Żeby jednak nie było tak miło, muszę zgłosić pretensje. Otóż Baśka straszliwie przeklina! Wiem, wiem: teraz wiele osób (w tym, niestety, kobiety!) tak mówi. Kiedy czytam różne wulgarne słowa, zawsze zastanawiam się, czy należy je zamieszczać w książkach. Rozumiem, że literatura powinna pokazywać nasze społeczeństwo takim, jakie ono jest. Ale nadal jestem przekonany, że powinna ona także uczyć nas kultury – również językowej.
Żeby jednak nie odstraszać P.T. Czytelników, przyznam, że powyższe słowa są tylko drobnym wtrętem starszego purysty językowego. Tymczasem od czasu do czasu w książce pojawiają się sytuacje ilustrujące zadziwiającą, wręcz rozbrajającą logikę:
Obie wiedziały, że w zasadzie już mu przebaczyła. Jeszcze tylko nie odpuściła, i tutaj należało zaplanować wszystko w najdrobniejszych szczegółach. W końcu w miłości i na wojnie…
Tym bardziej polecam Erratę. To historia o błędach – tych w książkach, w dokumentach i w ludzkich decyzjach; o poprawkach, których czasem nie da się już wprowadzić; o zmianach, które nadchodzą, nawet gdy wcale ich nie planujemy; a wreszcie o lojalności wobec firmy oraz koleżanek i kolegów.