Kultura

Wielokulturowa Autorka

Tara Lynn Masih - fot. Wydawnictwo Replika

Nasz portal prezentował książkę Tak naprawdę mam na imię Hanna, której autorką jest Tara Lynn Masih (zob.  http://heroldtargowka.pl/ksiazkowy-mix-pod-choinke/). Poniżej przedstawiamy wywiad, jaki z pisarką przeprowadził Roman Soroczyński.

Roman Soroczyński: Tak naprawdę mam na imię Hanna jest przedstawiana jako Pani debiut powieściopisarski. Wcześniej zajmowała się Pani flash fiction. Skąd zainteresowanie tą dziedziną twórczości?

Tara Lynn Masih: Krótkie, emocjonujące sceny, skondensowane, ale pełne „wrażeń” – tak uczyłam się pisać.  Taką metodę zastosowałam też w książce o Hannie.

W 2010 roku została wydana Pani książka Where The Dog Star Never Glows, która zawiera siedemnaście historii. Zdaniem Janelle Elyse Kihlstrom, książka „obejmuje cały świat w swoich sceneriach i jest zaludniona różnorodnym asortymentem unikalnych postaci, ale łączy je wspólny, skromny styl prozy”. Jak wcześniejsze zajmowanie się teoretyczną stroną flash fiction wpłynęło na Pani doskonały warsztat pisarski?

Myślę, że poeci, którzy sięgają po prozę, są najlepszymi pisarzami. Posiadanie poetyckiej wrażliwości, czyli intensyfikowanie obserwacji oraz duża wrażliwość na ludzkie emocje, i poetyckich zdolności, w tym słownictwa i umiejętności kompresji, sprzyja pisaniu lirycznemu. Myślę, że to samo można powiedzieć o pisarzach flash fiction, którzy zwracają się ku prozie.

Tara Lynn Masih - fot. Wydawnictwo Replika
Tara Lynn Masih – fot. Wydawnictwo Replika

W tym samym zakresie mieści się, wydana w 2012 roku, The Chalk Circle – zbiór esejów adresowany zarówno do nauczycieli, jak i do studentów. W jednej z recenzji Suzanne Kamata napisała wręcz: „Gdy tylko dotarłam do ostatniej strony, chciałam ją ponownie przeczytać”. Autorami esejów były osoby, które – jak napisała Pani na swojej stronie – „poruszają tematy, które nie są często dyskutowane na forum, takie jak rasizm, wojna, tożsamość własna, płeć, oczekiwania społeczne”. Skąd taki dobór autorów i tematów?

Za pośrednictwem organizacji prowadzącej coroczny konkurs założyłam Intercultural Essay Award. Jestem wielokulturowa i chciałam oddać głos pisarzom, którzy go nie mieli. Otrzymałam wspaniałe osobiste eseje, które dotyczyły wielu tematów, często również tabuizowanych w naszym społeczeństwie. Zdecydowałam, że muszę udostępnić czytelnikom i pedagogom to, co najlepsze w tych esejach.

Tak naprawdę mam na imię Hanna - okładka/ fot. Roman Soroczyński
Tak naprawdę mam na imię Hanna – okładka/ fot. Roman Soroczyński

Bohaterowie książki Tak naprawdę mam na imię Hanna są postaciami fikcyjnymi. Jednak ich opis był inspirowany autentycznymi osobami, które przetrwały II wojnę światową. Jak długo trwały przygotowania do napisania książki i sam proces jej tworzenia?

Było to około 5-6 lat badań i pisania oraz kolejne dwa lata sprawdzania faktów i redagowania. Łącznie około 8 lat. Nie miałam pojęcia, że ​​zajmie to tyle czasu! Wstępny szkic został ukończony w 30 dni.

Napisała Pani, że w trakcie realizacji projektu związanego z książką Pani wiedza historyczna i geograficzna musiała być korygowana. Czy był to tylko – jak Pani sugeruje – efekt Pani słabości?

Moja ignorancja jest niestety wynikiem zachodniego sposobu nauczania historii, który mocno podkreśla dzieje Stanów Zjednoczonych, bagatelizując przy tym opowieść o przeszłości Europy, mocno rozcieńczoną. A przecież historia Europy jest znacznie dłuższa niż “nasza”. Kiedy zaczynałam pisać, Polska i Ukraina wydawały mi się bardzo odległymi, egzotycznymi krajami, z mało interesującą historią. Teraz nie mogę się od tej historii uwolnić…

Z zapartym tchem śledziłem historię Hanny, obawiając się, że podzieli ona losy Anny Frank. Na szczęście tak się nie stało. Czy nie miała Pani chęci „uśmiercić” bohaterki?

Nie, nigdy. Miała przeżyć. To opowieść o przetrwaniu.

Przyznam, że po przeczytaniu książki Tak naprawdę mam na imię Hanna zacząłem poszukiwania wymienionych przez Panią tytułów. Na razie dotarłem do Joanny d’Arc Marka Twaina oraz Konia Pana Boga. Szkoły bezbożników Wilhelma Dichtera. Bardzo dziękuję Pani za tę inspirację, jednocześnie liczę na to, że inne Pani książki zostaną wydane w języku polskim.

Bardzo się cieszę, że ta książka przedstawia czytelnikom inne wspaniałe dzieła! Twain jest jednym z moich ulubionych pisarzy, a książka Dichtera jest bardzo dobrze napisana i stanowi ważny dodatek do historii i literatury Holokaustu. Jeśli chodzi o moje inne książki, które ukazują się po polsku, bardzo dziękuję za to! To niestety nie zależy ode mnie, ale podoba mi się ten pomysł! Jestem pod wielkim wrażeniem miłości, jaką Polska darzy książki. Chciałabym móc odwiedzić Wasz kraj, ale pandemia na razie trzyma mnie z daleka.

Jakie są Pani dalsze plany pisarskie?

Właśnie robię sobie krótką przerwę. Ta książka bardzo wyczerpała mnie emocjonalnie. Studiowanie Holokaustu przez tyle lat nie było łatwe. Dużo materiału nie weszło do książki. Na razie pozwalam sobie na odrobinę odpoczynku.

Tara Lynn Masih pozdrawia Czytelników - fot. Wydawnictwo Replika
Tara Lynn Masih pozdrawia Czytelników – fot. Wydawnictwo Replika

Dziękuję za rozmowę i życzę udanego wypoczynku oraz dalszych sukcesów pisarskich.

Powyższy wywiad tłumaczyli: Konrad Urbański i Robert Cichowlas. Dziękujemy obydwu Panom i Wydawnictwu Replika!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.